Państwo, polityka, społeczeństwo...

Bundesrepublik Deutschland Masuren

Jerzy Lengauer

Kiedyś

Od mniej więcej czterdziestu lat ulica się mało zmieniła. W zasadzie i od stu nie za dużo. Może było jedynie więcej drzew, bruk zamieniono na asfalt, spalono synagogę, zniknęło kilka willi. Odkąd pamiętam, asfalt zmieniano dwukrotnie. To miejsce było zawsze zacienione. Po drugiej stronie jezdni w peerelowskim kilkuklatkowym bloku, jakoś w środkowej części parteru był Pewex. Czy potem pomieszczenia zajęła Baltona, czy od początku swego istnienia mieściła się bardziej w centrum miasta – nie pamiętam. W każdym razie ów zacieniony fragment ulicy obejmował także nadal istniejący parking, który dość niedawno wyłożono wszędobylską w mieście betonową kostką, czerwonymi liniami wyznaczając miejsca postojowe. Dziecięca pamięć i dorosłe skojarzenia wskazują, że to właśnie tutaj zatrzymywały się samochody o niemieckich tablicach rejestracyjnych. Turyści, dawni mieszkańcy, wypędzeni, byli żołnierze, Mazurzy, Prusacy, Niemcy, naziści, faszyści, hitlerowcy, ich potomkowie wysiadali z aut i przechodzili między ciężarówkami, jeśli to była jesień, wiozącymi do cukrowni buraki, które zebrano z kętrzyńskiej pszeniczno-buraczanej ziemi, z wierzchu niby czarnoziem, nieco głębiej – glina.

Zasmarkany nos, dekolt gryzącej, powyciąganej koszulki prawie na brzuchu, już nie gorąco, ale nadal w krótkich spodenkach ze śliskiego materiału, łokcie i kolana w zaschniętej krwi zmieszanej z piaskiem, wyciągnięte drobne dłonie, czarne od zabawy w ziemi, kleją się od przed chwilą zjedzonych na podwórku kanapkach z masłem i cukrem. Biegniemy popękanym, krzywym chodnikiem. Za nami sklep żelazny w budynku wybudowanym na miejscu dawnej synagogi. Mijamy dwukondygnacyjną willę z poddaszem z pruskim murem. Przed nami po lewej budynki straży pożarnej, za nimi mleczarnia z firmowym sklepem, w którym od czasu do czasu pojawiają się tubki ze słodkim mlekiem. Teraz są w prawie każdym wielko powierzchniowym spożywczym molochu, ale to mleko o smaku naturalnym czasami znika z półek i powrót do dzieciństwa należy z przykrością odłożyć na inny dzień. Dorosłe lenistwo sprawia, że rezygnuje się z poszukiwań w innych sklepach. Czterdzieści lat wstecz przyjemność odkładało się na miesiące. Po prawej zaś malutki, chyba zielonkawy z zewnątrz i wewnątrz, spożywcza, który głównie pełni rolę budki z piwem. Czasami któraś z korporacji piwowarskich wprowadza na rynek tak zwane bączki – butelki o mniejszej pojemności niż standardowe. Cóż, moje pijaństwo ulokowało się pomiędzy bączkami i trafiło wyłącznie na naczynia półlitrowe. Jednak obecnie radość z trzymania małej butelki sprawiam sobie, przywożąc z karczmy na granicy Warmii i Mazur kwas chlebowy, wyprodukowany na Łotwie. Czyli biegniemy i wyciągamy ręce. Niemcy przy samochodach. Pakują peweksowskie zakupy. Krzyczymy: „Bitte um Gumi!” Mali polscy żebracy. Być może tak się kierowcom i pasażerom zagranicznych aut wydaje. Teraz myślę sobie, dlaczego kupowali donaldy? Dlaczego trzymali je w garściach? Dorośli, często starzy po prostu…

Przy pięćdziesiątce na karku tamte czasy wydają się jednym zbiorem. Wydarzenia nie są oddzielone latami, miesiącami. Raczej widzi się je w kontekście dni tygodnia, albo pór roku. U kolegów na starych szafach, młodzieżowych segmentach pojawiają się niemieckie i amerykańskie puszki po piwach. Gdzieniegdzie kakao od Nestle, francuskie mleko w ogromnych tubkach, zeszyty z kolorowym komiksem o Różowej Panterze na obwolucie, ołówki i gumki steadtler. Pieszczotliwie wyprasowane papierki po czekoladach Ritter Sport i Suchard znajdują swoje miejsce w książkach i pełnią rolę zakładek towarzysząc przygodom opisanym przez Maya, Stevensona, Dumasa, Verne’a.

Gdzieś na północno-wschodnich pobrzeżach Polski (ni to Mazury, ni to Wybrzeże, gdzieś po drodze do Królewca) parterowy domek ze strychem zapełniał się latem kolorowymi opakowaniami z kawą, kakao, słodyczami, szynką, pewnie też i prostszymi produktami żywnościowymi, niewątpliwie bardziej atrakcyjnymi niż te, które otrzymywaliśmy w szkole podstawowej z bratniego DDR. Mówiło się, że Oni przyjeżdżali taksówką (jakiś czas później zreflektowałem się, że chodzi o samochód osobowy). Chyba przestali w latach dziewięćdziesiątych. Po prostu ucichło, odjechało, odpłynęło, zasnęło, umarło. Przepojeni tęsknotą odeszli. Ich potomkowie nie byli zainteresowani utrzymywaniem kontaktu z przesiedleńcami z południowo-wschodnich krańców Polski Ludowej. Milke, Nestle i Jacobs przestały nęcić. Można je kupić nawet w objazdowym sklepie, który pojawiał się we wsi raz czy dwa na tydzień. Niemiecka i mazurska wartość staniała. I ekonomicznie, i emocjonalnie.

Teraz

Rastenburg, Wiesel, Porozumienie Polsko-Niemieckie im. Arno Holza, Centrum Kultury Prus Wschodnich w Ellingen, Związek Byłych Mieszkańców Powiatu Kętrzyńskiego, Rastemborska Wspólnota Powiatowa. Skwer im. Arno Holza, ulica Diehla. Hubertus Hilgendorff, Jörn Schroh. W prasie lokalnej o znamienitych gościach, burmistrzach, starostach, szkolnej wymianie językowej. Trochę mniej o zasypanym bunkrze przy ratuszu, nieremontowanym zamku wraz z muzeum i biblioteką, murami obronnymi i basztą w ruinie, upadkiem przemysłu, turystyką jedynie na folderach, podziemiach miejskich jedynie w sferze Urban legend. Aż chce się dodać, że: oczywiście 12 maja 2018 roku nie przeszedł ulicami Kętrzyna – Rastenburga żaden pochód – marsz. Nie było Parady Schumana, nie było Marszu Wolności, nie było Dnia Europy. Za to była pielgrzymka polityków i urzędników samorządowych i państwowych Warmii i Mazur do Świętej Lipki. O niej i o warszawskiej Paradzie Schumana wspomniał starosta kętrzyński podczas otwarcia w Powiatowym Domu Kultury Czerwony Tulipan w Kętrzynie Wystawy Centrum Kultury Prus Wschodnich w Ellingen, podkreślając w ten sposób, nieco zbyt patetycznie, chrześcijańską i europejską przynależność Kętrzyna. Można by się dopatrywać w tym trochę niezręczności, zwłaszcza przy niemieckich gościach, ale biorąc pod uwagę poprzednie bardzo poważne exposé jednego z przedstawicieli Kulturzentrum Ostpreussen, wydaje się wpisywać w atmosferę. Nieco inaczej zwrócił się do polsko-niemieckiej publiczności Wolfgang Freyberg. Z sympatycznym, lekko zawadiackim uśmiechem trochę się przekomarzał, pożartował o upale, rozluźnił nastrój, zachęcając w ten sposób do rozmów i przemieniając wystawę w salon wymiany wspomnień, zadawanych pytań, uprzejmych odpowiedzi, uśmiechów, grzeczności, polskich i niemieckich półsłówek wypowiadanych z okropnym akcentem. Wcześniej, Polacy stali, Niemcy siedzieli. Wszyscy pocili się przy zamkniętych w większości oknach. Klimatyzacja zepsuta, nie włączona, albo nie zamontowana. Freyberg uśmiechem i czymś w rodzaju życzliwości okna otworzył, ba! zburzył prusko – bawarski mur. Wprawdzie z namaszczeniem otwierane paczki z albumem Powiat rastemborski w przeszłości: Z dziejów do 1945 roku nieco stonowały humory i rozgardiasz, to za chwilę zaczęto się przepychać i wyciągać ręce. Absolutny bohater wydarzenia – Freyberg już brylował pomiędzy nadal siedzącymi Niemcami i tłoczącymi się Polakami. Zaczęły pojawiać się rozmawiające pary, zajęte rozmową grupki. Cofano się do lat czterdziestych, pięćdziesiątych, sześćdziesiątych. Ponad głowami unosiły się niemiecko brzmiące nazwiska. O umówieniu spotkania z Wolfgangiem Freybergiem nie było mowy. Za chwilę jadą dalej… Pozostaje krótka wymiana zdań przy tłumaczce. Bardzo krótka, bo w przerwie między wywiadem dla lokalnej prasy a rozmową z księdzem, który grzecznie oddał pierwszeństwo. Album w ręku, zaproszenie do napisania mailowego listu… Bez „Bitte um Buch”, bez wstydu, w ubraniach z tych samych europejskich kolekcji…A w oddalonym od Czerwonego Tulipana o jakieś osiemset pięćdziesiąt metrów Amfiteatrze Najpiękniejsze Włoskie Przeboje – Andrea Lattari.

Jerzy Lengauer
lubie_to
ketrzyn.libertas.pl – to eksperymentalny dodatek lokalny do Miesięcznika Ludzi Wolnych LIBERTAS.PL Jeśli mieszkasz w Kętrzynie lub okolicy i chciałbyś pomóc w jego tworzeniu, napisz do nas!redakcja@libertas.pl
Najpopularniejsze Państwo, polityka, społeczeństwo...
Najwyżej oceniane Państwo, polityka, społeczeństwo...
Oceń zamieszczony obok artykuł.(Uwaga! Warto wcześniej się zalogować ponieważ głosy zarejestrowanych czytelników mają większą wagę.)
Login (jak do forum): Hasło (jak do forum): zapamiętaj mnie
Minister kazał, więc uprzejmie informujemy, że nasze strony wykorzystują pliki cookies (ciasteczka) i inne dziwne technologie m.in. w celach statystycznych. Jeśli Ci to przeszkadza, możesz je zablokować, zmieniając ustawienia swojej przeglądarki. Więcej informacji znajdziesz w artykule: Pliki cookies (ciasteczka) i podobne technologie.